Strach

Michał ‘mina86’ Nazarewicz | 28 września 2016

English version available on The Codeless Code.

Niedawno przyjęty do świątyni mnich zbliżył się do mistrza.

― Otrzymałem zadanie dodania kilku nowych funkcji do systemu obsługi zamówień Cesarskiego Szewca, ale nie jestem w stanie zrozumieć, jak on działa. Logika jest rozproszona pomiędzy wiele aplikacji zaimplementowanych przy użyciu najróżniejszych technologii. Zamiast stworzyć wspólne biblioteki, autorzy najzwyklej skopiowali fragmenty kodu pomiędzy różnymi miejscami, często wprowadzając subtelne rozbieżności. Zadania pracujące w tle wyszukują i modyfikują rekordy w bazie danych bez żadnego udokumentowanego powodu. Sama baza danych wydaje się spiskować przeciwko mnie: prosta modyfikacja jednej tabeli może wyzwolić kaskadę zmian w wielu innych.

― Widzę, że stoisz na rozdrożu ― odparł mędrzec w zadumie, dostrzegłszy frustrację zakonnika. ― Możesz wprowadzić do kodu tylko niezbędne modyfikacje i szybko ogłosić zwycięstwo albo rozpocząć żmudne zadanie refaktoryzacji całego kodu. Którą z tych ścieżek wybierzesz?

Mnich zgiął się ze wstydu.

― Nie jestem w stanie się zdecydować. Boję się dotknąć czegokolwiek, gdyż moja niewiedza niechybnie przyniesie moją klęskę.

― Strach jest dobrym pancerzem, ale słabym ostrzem ― przytaknął mistrz. ― Aby przezwyciężyć swój niepokój, musisz rozwiać swoją ignorancję ― wyjaśnił myśliciel, po czym przy pomocy laski otworzył okno i wskazał odległy las. ― Udaj się w góry, podążając przez trzy dni Drogą Białych Pokrzyw, aż napotkasz pustelnię wzniesioną nad urwiskiem. Mieszka tam uczony brat, który przetrzymuje kopie dokumentacji naszego użytkownika. On wytłumaczy ci architekturę systemu.

Zakonnik zrobił, co mu kazano i trzeciego dnia o zachodzie słońca dotarł do pustelni, nieprzypominającej żadnego budynku, który kiedykolwiek widział.

Pierwotnie musiała to być solidna kamienna konstrukcja wzniesiona na skraju urwiska, ale teraz trzy nowe skrzydła z nieociosanych sosnowych desek i z dachem z kory wybijały się daleko poza kraniec przepaści. Kilkadziesiąt pomieszczeń łączyły ścieżki, kładki i schody. Wszystko utrzymywało się w całości na długich szczudłach wspieranych przez wychodnie skalne ledwo widoczne w dole urwiska.

Przymocowane do konstrukcji były bambusowe przybudówki rozciągające się jeszcze dalej w pustkę. Rampy i drabiny wyłaniały się z ich spodów, prowadząc do kolejnych, zawieszonych na sznurach pomieszczeń wykonanych głównie z trzciny i słomy. Całość była związana linami z konopi przymocowanymi do parapetów i wiatrowskazów, jak gdyby olbrzymi pijany pająk złapał dziesiątki chat w swoją sieć. Struktura chwiała się nawet na delikatnym wietrze, wydając przy tym niepokojące skrzypienie.

Mnich stał przez chwilę w oszołomieniu, ale po chwili ochłonął i uderzył w gong.

Pustelnik wynurzył się z najdalszego pokoju. Wspinał się po linach i zjeżdżał po dachach, aż wreszcie zniknął pod bambusową klapą, aby ostatecznie ukazać się w drzwiach chaty.

― Jakie nowiny przynosisz do mnie ze świątyni? ― spytał starzec. ― Czy w końcu zostałem wezwany do domu?

Zakonnik potrząsnął głową na znak, że nie ma takiej wiadomości do przekazania.

Pustelnik westchnął i zwiesił głowę.

― Jakim nieszczęśliwy! Do czasu, gdy otrzymam takie słowo, moim zadaniem jest rozwijać tę pustelnię dalej poza granice urwiska, aby móc przechowywać rosnącą kolekcję świątynnych plików tymczasowych. Robię to od lat, wiernie i bezkrytycznie, wierząc, że pewnego dnia zdobędę przychylność mistrza i przyzwolenie na powrót z wygnania. Jednak muszę przyznać, iż moja praca staje się coraz trudniejsza z każdą mijającą porą roku. Zimą śnieg ciąży na dachach, aż bambusowe szczudła zaczynają się wyginać, a latem muszę odganiać sroki, aby moje słomiane ściany nie stały się częścią czyjegoś gniazda. Nawiasem mówiąc, nie masz, mam nadzieję, żadnych alergii? Pyłek? Ambrozja? Kiedyś widziałem siedem pokoi, które rozpadły się i spadły w otchłań urwiska w odpowiedzi na energiczne kichnięcie…

― Ależ to szaleństwo! ― wzburzył się mnich. ― Teraz gdy już wiesz, ile dokładnie pomieszczeń jest potrzebnych, czy nie możesz zburzyć tej potworności i zacząć od nowa?

― Co za bzdury. Tylko pomyśl, ile czasu takie przedsięwzięcie może zająć i jak niezadowolonym może to uczynić mojego mistrza. W jaki sposób przyjdzie mi uzasadnić usunięcie magazynów, zamiast ich dodawania? Moja banicja może zostać przedłużona o kolejną dekadę! ― Pustelnik potrząsnął głową, po czym, uspokoiwszy się, kontynuował. ― O wiele bezpieczniej jest zrobić dokładnie to, co zostało mi nakazane. Rozumiem tę pustelnię całkiem dobrze, jej silne i słabe punkty. Dopóki będę stąpać z rozwagą i unikać pieprzu, szanse na moją zgubę w długim upadku są stosunkowo niewielkie.

Konstrukcja zaskrzypiała na wietrze jakby w odpowiedzi.

― Ale dość o moim losie. Jeżeli nie zostałeś tu wysłany, aby przywołać mnie do domu, to niechybnie potrzebujesz mojej pomocy w zrozumieniu systemu obsługi zamówień Cesarskiego Szewca. Wielu przyszło tu w tym właśnie celu, gdyż to ja jestem jego autorem.

Mnich tylko skłonił się i odszedł z powrotem w dół drogi, gdyż już otrzymał obiecane oświecenie od pustelnika.

Tekst oryginału oraz ilustracje © QI, tłumaczenie © Michał „mina86” Nazarewicz z poprawkami od Doroty Celińskiej.
Dostępne na zasadach Creative Commons Attribution-NonCommercial 3.0 Unported License.