Mass Effect 2, wrażenia

Michał ‘mina86’ Nazarewicz | 11 lutego 2010

Niedawno miałem okazję ukończyć grę, która na IGN uzyskała wynik 9,6/10. Fakt ten zachęcił mnie do stworzenia wpisu, który co prawda pierwotnie nie miał być recenzją Efetku Masy 2, ale tak się o tej produkcji rozpisałem, że weszło, co wyszło…

W zasadzie pewnie sporo z tych opinii można znaleźć gdzieś w otchłaniach Internetu, więc nic odkrywczego nie będzie, ale co tam. Zacznę jednak trochę nieszablonowo, od aspektu, którego próżno szukać w zwykłych recenzjach.

Interfejs

Zawsze powtarzałem, że jeżeli chcesz mieć dobry interfejs do swojego programu, zobacz jaki jest on w grach, po czym zrób wszystko no odwrót. Mass Effetc 2 (tak samo jak poprzednik) mnie nie zawiódł i tylko umocnił tę opinię.

Mowa tutaj o takich błahostkach jak nieużyteczny interfejs Codex (kompendium wiedzy) czy dziennika — na bo przecież nie można było zrobić, aby kliknięcie zaznaczonej pozycji ją rozwijało, a wyświetlanie szczegółów przecież musi blokować wybór głównych kategorii — ale też o fakcie, że ten sam klawisz służy do wyboru kwestii dialogowych, jak i „przewijania” monologów, co powoduje, że można przez przypadek powiedzieć nie to co się chciało.

Minimalizm w klawiszach objawił się również brakiem skrótów do dziennika, Codex i do tym podobnych pozycji — no bo przecież biedny użytkownik nie spamięta, że np. „j” to dziennik, a jakieś „k” to statystyki drużyny, o wiele wygodniej będzie wcisnąć Esc i potem wybrać co się chce myszką.

To wszystko tylko potęgowało uczucie, jakby autorzy traktowali mnie jak idiotę — na wielki modem! to nie jest gra dla dzieci, graczy nie trzeba prowadzić za rączkę upośledzając interfejs. Autorzy stwierdzili nawet, że tradycyjny suwak do ustawienia czułości myszy będzie dla przeciętnego klienta zbyt skomplikowany…

Drużyna

Ale idźmy dalej, bo „interfejs” traktuję tutaj jako dość szeroki termin nie ograniczający się do samego interfejsu gry jako programu.

Kto grał w KotOR, Dragon Age, czy też w jedynkę Mass Effekta zdążył się zapewne przyzwyczaić do schematu, w którym z każdym z członków załogi można porozmawiać w „obozowisku”. O ile w KotOR-ze i DA wszyscy są skupieni w jednym miejscu, o tyle w ME rozrzuceni są na trzech poziomach statki co skutkuje koniecznością tracenia czasu no bieganie po całym statku — można by próbować się pocieszać, że robimy to dla zdrowia, ale to niestety tak nie działa.

Zresztą nie tylko członkowie drużyny są tutaj problemem. Wybór celu podróży, ulepszeń, broni, pancerza, czytanie wiadomości, rozmowa z pracodawcą — do tego wszystkiego są osobne terminale, bo wszak na statku przyszłości, na którym nad wszystkim czuwa sztuczna inteligencja, nie można wszystkich systemów zintegrować, tak aby istniała możliwość sterowania nimi z jednego miejsca…

Broń i pancerz

Większość ze tego wszystkiego było też cechą jedynki, ale w dwójce poszli jeszcze dalej — ulepszenie broni i pancerza są stosowane do wszystkich członków drużyny na raz, a nie tak jak w poprzedniej wersji, gdzie trzeba było wybierać kto dostanie jaki upgrade. Samo w sobie może to się nawet podobać (mnie się nie podobało), ale najdziwniejsze, że ani broń, ani pancerz nie mają żadnych parametrów — ciągle zachodzę w głowę, czy lepiej biegać ze snajperką mocniejszą z magazynkiem na 12 strzałów, czy słabszą z magazynkiem na 60 strzałów (zazwyczaj biegałem z tą drugą, ba mogła wykonać 12 strzałów bez przeładowania, które przerywa tryb powiększenia).

Walka

A skoro już o broniach mowa, to muszę przyznać, że sama walka (jak i w jedynce) przypadła mi do gustu. Chwilowe spowolnienie czasu w momencie celowania snajperką — bardzo przyjemne. :) Ukrywanie się za przeszkodami także mi się spodobało. Niechaj fani strzelanek nie oczekują jednak cudów — mój zachwyt wynika głównie z mojego podejścia da walki jako dodatku do fabuły.

Fabuła i klimat

A skoro już zacząłem o fabule…

Nie ma już łazika! Hurra! Koniec z bezsensowną stratą czasu na jeżdżenie po planetach. Nie ma też tych idiotycznych schematycznych misji, w których wchodzimy do jednego pomieszczenia, zabijamy wszystkich i wychodzimy. Teraz zadania są bardziej rozbudowane i mimo, że nadal niezbyt rozbudowane, to w stosunku do pierwszej części jest spory postęp.

Skanowanie i swoboda

Nie ma jednak róży bez kolców. Łazik został zastąpiony skanowaniem planet. Otóż aby móc wynajdywać ulepszenia dla naszej broni potrzebne są surowce, które co prawda można znaleźć wykonując misje, ale są to tak małe ilości, że na niewiele wystarczają. Pozostaje zatem skanowanie planet, które w byciu nudnym doszło da perfekcji.

Zresztą planety warto odwiedzać nie tylko dla zasobów, ale również dla misji pobocznych. Problem w tym, że takie latanie po galaktyce robi się momentami nużące, szczególnie, że jest bardziej skomplikowane niż w jedynce (wprowadzenie paliwa — moim zdaniem kiepski pomysł, nic nie wnosi, a tylko utrudnia).

Postacie

Postacie, jak i fabuła, też nie są zanadto kolorowe. Dużym regresem jest brak wstawek, gdy chodzimy poza statkiem z wybraną dwójka bohaterów. Prawie żadnej interakcji członków załogi z otoczeniem — można pójść na misję z parą, która się nienawidzi i próżno czekać na jakąkolwiek kłótnie. Już pies w DA miał więcej osobowości.

I wszędzie ten sam szablon — najpierw misja „rekrutacyjna”, potem po kilku rozmowach postać prosi o pomoc i w zasadzie koniec. Romans? Zwyczajnie rozmawiaj z daną osobą zawsze przytakując. Zresztą po romansie z Liarą w jedynce oraz całkowitym równouprawnieniem w DA, MA2 mnie zwyczajnie na tym froncie zawiódł.

Patrząc na całość mamy do czynienia z banalnym „jesteśmy najlepsi, jedyni sprawiedliwi, uratujmy wszechświat”. Co więcej, cała oprawo gry mająca sprawiać wrażenie wzniosłości misji i ogromnego poświęcenia, mnie raczej nudziła i śmieszyła — nie wystarczy patetyczna muzyka, aby zbudować klimat. Fallout, Wampir czy też Planescape: Torment nie muszą czuć się zagrożone.

Podsumowanie

Podsumowując muszę zaznaczyć, że Mass Effect 2 nie jest moim zdaniem grą RPG. Zwyczajnie nie łapię się pod żadną z definicji, jakie przychodzą mi do głowy. Jak już pisałem fabuła jest tu mierna, a klimatu nie ma żadnego.

Obserwacja ta, pozwala podejść z większym dystansem do tego tytułu (bo jako gra RPG to, posługując się studencką metaforą, ME2 nie zalicza) i stosując skalę studencką to niechaj będzie mocne 3,0 — zaliczone, ale brak rewelacji.