So I've just finished Braid. Not a very impressive achievement, I admit, but just as I finished the last world (or should I say the first) I immediatelly felt the need to spread the word about this wonderful game. (I do need to apologise at this point for yet another non-technical entry on my blog.)
I probably wouldn't got myself to writing anything about the game if I hadn't seen Video Games are Art talk by Kellee Santiego of That Game Company, who, as it turns out, mentions Braid. (Not that I consider the speech to be particularly interesting or well presented – on the contrary, in my opinion it is unstructured with rather poor arguments, I don't care what some film critic says, and besides “art” is just a buzzword anyway – but it somehow stuck in my memory.)
Niedawno miałem okazję przejść grę, która na IGN uzyskała wynik 9,6/10. Fakt ten zachęcił mnie do stworzenia wpisu, który co prawda pierwotnie nie miał być recenzją Efetku Masy 2, ale tak się o tej produkcji rozpisałem, że weszło, co wyszło…
W zasadzie pewnie sporo z tych opinii można znaleźć gdzieś w otchłaniach Internetu, więc nic odkrywczego nie będzie, ale co tam. Zacznę jednak trochę nieszablonowo, od aspektu, którego próżno szukać w zwykłych recenzjach.
Jakiś czas temu wszedłem w posiadanie monitora Samsung F2380M (te 23 w nazwie, jak można się domyślić, dziwnie koreluje z przekątną wyrażoną w calach) i pomyślałem, że podzielę się wrażeniami, bo jest czym.
Otóż mówiąc krótko, tego monitora nie polecam. W zasadzi sparzyłem się na tym, że kupiłem go opierając się na recenzjach w Internecie (nauczka na przyszłość – nie kupować monitorów, których nie widziało się w akcji) z których wynikało co najwyżej, że doświadczony gracz może zauważyć smużenie.
Niedawno miałem okazję stworzyć trochę kodu w Pythonie. Popisałem sobie w nim kilka dni i muszę przyznać… język jest tragiczny, zastanowię się kilka razy zanim po raz kolejny go użyję.
Wpis ten dedykuję pewnej osobie, która ciągle mi przypomina, abym pisał nowe wpisy. :)
W kategoriach:
Słowa kluczowe:
64 bitowe procesory x86_64, x64, amd64, intel64, czy jak je tam chcemy zwać, zdobywają coraz większą popularność. Jest również coraz więcej systemów operacyjnych wykorzystujących ich potencjalne możliwości. Nareszcie pozbyliśmy się problemu przekręcenie licznika w 2038! Nareszcie możemy zaadresować 1 TiB fizycznej pamięci (to, że nasza płyta główna obsługuje 3 GiB, a jak mamy szczęście 3,5 GiB to już szczegół). Nareszcie mamy 48 bitową (tj. 256TiB) logiczną przestrzeń adresową! Do tego dochodzi lepsza obsługa instrukcji SIMD, więcej rejestrów, 64 bitowa arytmetyka itp.
Rzecz jasna nie ma nic za darmo. Za te udogodnienia musimy płacić i bynajmniej nie chodzi mi o pieniądze, bo to raczej najmniej istotne – istotniejszą kwestią jest większe zużycie pamięci z powodu użycia ośmiobajtowych wskaźników, czy wyrównania stosu do ośmiu bajtów nawet jeżeli zrzucamy na niego liczbę 32-bitową. Do tego dochodzi jeszcze bardziej skomplikowany, a przez to wolniejszy, proces tłumaczenia adresów logicznych na adresy fizyczne.
Ostatnio, przy okazji zmiany systemu plików z Reiser4 na ext3 postanowiłem zainstalować Gentoo. Głównym motywem był jednak nie system plików, a fakt posiadania 64 bitowego procesora, który nie jest wspierany przez Slackware - dystrybucję, którą używam. Tak, wiem o istnieniu Slamd64, ale od tej dystrybucji wolę trzymać się z daleka... (Update: Na chwilę obecną, gdy dodaję ten wpis do Joggera, mogę powiedzieć, że Slamd64 12.0 nie jest wcale takie złe i działa całkiem stabilnie i przyjemnie.)